Artykuły
Czy firmy budowlane radzą sobie z kryzysem?


Pandemia koronawirusa wstrząsnęła praktycznie każdą branżą, przyczyniła się do redukcji etatów, cięć pensji, a nawet upadłości przedsiębiorstw. Nawet jeśli nie wywołała spustoszenia biznesowego, dała się odczuć w wydatkach, jakie w firmy musiały ponieść w związku z wymaganymi w tym okresie obostrzeniami sanitarno-epidemiologicznymi i obowiązkiem przestrzegania zasad bezpieczeństwa. Ostatni skutek w największym stopniu odczuli pracownicy biurowi – w czasie największych restrykcji większość biur przeszła do systemu pracy zdalnej. Sytuacja nie tylko przydała nowych problemów, ale bardzo często nasiliła dotychczasowe.






Zanim pojawiły się pierwsze głosy o nadchodzącym kryzysie, w odniesieniu do rynku nieruchomości krążyły informacje o kłopotach firm budowlanych. Dotyczyły one przede wszystkim drożejących materiałów budowlanych, a także braku pracowników. Do tego dochodziły rosnące koszty zatrudnienia. Czy stosunkowo jednak stabilną sytuację rozchwiały skutki wybuchu COVID-19?


Prace na budowach w kontynuacji


Poszukując odpowiedzi na to pytanie, należy wziąć pod uwagę wszelkie ograniczenia zewnętrzne, z jakimi zmagały się firmy budowlane. Przedsiębiorstwa korzystające z usługi transportu międzynarodowego musiały liczyć się z pewnymi utrudnieniami. Przejawiają się one choćby w dostępności niektórych materiałów. Panika wywołana wybuchem pandemii mogła przyczynić się nie tylko do spadku ilości zamówień, ale przede wszystkim do spotęgowania się braku pracowników – pamiętać bowiem trzeba, że sporą część osób zatrudnionych przy pracach budowlanych stanowili Ukraińcy, a ci w dużej mierze zdecydowali się wrócić do swojego kraju. Oprócz czynników zewnętrznych pojawiły się perturbacje wewnętrzne. Po pierwsze firmy musiały wdrożyć działania kryzysowe, a te tak naprawdę trudno było zaplanować ze względu na wiele niewiadomych – zaistniała sytuacja to novum, do którego nikt nie był przygotowany. Tymczasem pogodzić trzeba było bezpieczeństwo pracowników – zarówno w wymiarze zdrowotnym, jak i finansowym – z dobrem firmy. Zaniechanie prac na budowach wiązałoby się z ryzykiem niedotrzymania terminów obowiązujących z tytułu zawartych umów, a to mogłoby pociągnąć konsekwencje finansowe. Dzięki umowom zawieranym jakiś czas temu, firmy budowlane zyskały pewnego rodzaju zabezpieczenie i mogły realizować wcześniej zamówione projekty. Niejednokrotnie też – szczególnie najwięksi gracze – w kontraktach zabezpieczają ceny surowców na cały rok, co chroni przed skutkami wahań cen. A każde zaoszczędzone pieniądze mają znaczenie, ponieważ przyjęte na ten rok budżety nie zakładały wydatków, jakie przyszło ponieść z tytułu obowiązujących obostrzeń. Dostosowanie się do wymogów przestrzegania zasad sanitarno-epidemiologicznych wygenerowało spore, nieprzewidziane nakłady finansowe. Przewaga firm budowlanych w kontynuowaniu prac wynikała z faktu, iż odbywają się one na otwartej przestrzeni i z reguły nie wymagają bliskiej styczności z pozostałymi pracownikami, co nie wymusiło ich przerwania. Jak podkreślają eksperci, faktyczne skutki pandemii poznamy dopiero za jakiś czas, kiedy wiadomo będzie, jakie są straty w liczbie złożonych zamówień w okresie pandemii.


Podwykonawcy w najgorszej sytuacji


Polski Związek Pracodawców Budownictwa (PZPB) przeprowadził kilka ankiet – w różnych okresach trwania pandemii. Z ostatniej z nich, z 7 maja br., wynika, że choć panuje zaostrzony reżim sanitarny, firmy budowlane realizują swoje zadania. Jak podkreślają w komentarzu Jan Styliński prezes zarządu PZPB oraz dr Damian Kaźmierczak, główny ekonomista PZPB, przedsiębiorstwa te nieprzerwanie borykają się z problemem braku pracowników – szczególnie odnosi się to do mniejszych podmiotów podwykonawczych. Towarzyszą im obawy o zaostrzenie polityki kredytowej oraz gwarancyjnej. Ponadto przeszkodę w planowaniu działań na nadchodzące miesiące stanowi przestój w pracach Krajowej Izby Odwoławczej, co wydłuża procesy przetargowe.


Z wyników badań PZPB czytamy, że w zakresie sanitarno-epidemiologicznym pojawiają się problemy z dostępnością środków ochrony indywidualnej, ale wszystkie firmy wdrożyły dodatkowe procedury na budowach, wynikające z zaleceń Ministerstwa Zdrowia oraz GIS-u. W obszarze zasobów ludzkich ankieta pokazała, że 70 proc. pracowników pracuje na swoich stanowiskach pracy – zdalnie swoje obowiązki wykonuje jedynie 20 proc. osób, co nie powinno dziwić ze ze względu na charakter pracy branży budowlanej. Pozostała część pracowników przebywa na różnego rodzaju urlopach lub kwarantannie. Tym, co może martwić, jeśli chodzi o zasoby ludzkie, są problemy kadrowe u podwykonawców, które aż dla 40 proc. firm stwarzają komplikacje w realizacji zadań. Podwykonawcy w największym stopniu muszą mierzyć się z własną kondycją finansową, a ta w większości tych firm jest zła. Obawy o ewentualne wystąpienie zaburzeń w płynności finansowej firmy w najbliższym czasie w stopniu wysokim dotyczą mniej niż połowy firm. Poważne zagrożenie dla 30 proc. firm stwarza przewidywane zaostrzenie polityki kredytowej ze strony banków, a dla 40-45 proc. takie ryzyko niesie przewidywane zaostrzenie polityki gwarancyjnej ze strony ubezpieczycieli. Pod względem dostępności materiałów czy sprzętu sytuacja przedsiębiorstw jest określana jako dostateczna bądź wystarczająca. W związku z pandemią odsetek budów, dla których przewiduje się opóźnienia w realizacji, wynosi 30 proc. Całkowite wstrzymanie pracy wystąpiło jedynie w pojedynczych projektach, ale poziom wydajności prac kształtuje się na poziomie 80 proc.


Tekst: Magdalena Hojniak


***


Komentarz Michala Jurka, prezesa Skanska Central Europe


Pandemia nie miała większego wpływu na nasze budowy. Po ogłoszeniu stanu zagrożenia epidemicznego wprowadziliśmy na budowach procedury zwiększające bezpieczeństwo pracowników. Początkowo było trochę nerwowo, ale szybko udało się nam skutecznie zarządzić kryzysem, utrzymać współpracę z podwykonawcami i płynnie kontynuować prace. Aktualnie firmy budowlane realizują kontrakty rozpoczęte jeszcze przed lockdownem. O sytuacji w najbliższych miesiącach zdecyduje to, jak będą wyglądać zamówienia z sektora prywatnego i publicznego.


Klienci prywatni mocno wyhamowali, deweloperzy mieszkaniowi czy biurowi póki co wstrzymują się z rozpoczynaniem nowych projektów. Publiczni zamawiający przesuwają ogłoszenia przetargów i ich rozstrzygnięcia. Wszyscy analizują, jak może wyglądać rynek po pandemii. Polski rząd informuje, że przeznaczy duże nakłady na inwestycje infrastrukturalne. To dobra informacja, jednak istotne będzie to, jak te projekty będą przygotowane i jak zostaną przeprowadzone przetargi. Jeszcze przed pandemią ogłaszanie przetargów było opóźnione a w tych, które zostały ogłoszone, budżety inwestorskie odbiegały od ofert firm, co skutkowało odwoływaniem albo przesunięciem w czasie samych inwestycji.


Problemem jest także mechanizm wynagrodzenia. W tak niepewnych czasach jak te, jeśli w umowie nie znajdą się zapisy o waloryzacji kosztów, złożenie oferty jest związane z dużym ryzykiem. To, że GDKKiA uwzględnia waloryzację w kontraktach - to dobry sygnał wysyłany na rynek i doceniamy to. Uważam, że polskie władze próbują odpowiedzialnie odpowiedzieć na wyzwanie pandemii, która dla każdego jest nowa, choć oczywiście zawsze można zrobić więcej. Dla branży budowlanej najważniejsze są przewidywalny rynek i odpowiednie przygotowanie inwestycji infrastrukturalnych. Mam nadzieję, że deklaracje decydentów zostaną zrealizowane.