Artykuły
Moda na zero waste wkracza do Krakowa


Czy życie bez śmieci jest możliwe? Jak Kraków odpowiada na potrzeby zwolenników idei zero waste, a o co jeszcze należałoby zadbać? Z Aleksandrą Niewczas, prezes zarządu Polskiego Stowarzyszenia Zero Waste, rozmawia Anna Bruzda.


Dlaczego zainteresowała się Pani ideą zero waste i zaczęła wdrażać jej założenia w życie?


To był rok 2015. Szperałam w internecie i znalazłam artykuł o Bei Johnson, nazywanej dzisiaj guru ruchu zero waste. Bea Johnson, która mieszka w Kalifornii, od wielu lat razem z rodziną produkuje tylko jeden mały słoik śmieci w ciągu roku. To mnie bardzo zaszokowało, ale też niesamowicie mi się spodobało. Muszę się przyznać, że do tej pory zupełnie nie zwracałam uwagi na kwestię ochrony środowiska i segregacji odpadów. Teraz stało się to dla mnie ważne. Zaczęłam drążyć temat, poszukiwać nowych informacji. W tamtym czasie niestety w Polsce ich nie było, więc musiałam korzystać z zagranicznych blogów i artykułów. Aby wypełnić lukę, założyłam na facebooku grupę dyskusyjną „Zero waste Polska”, która dzisiaj, po prawie 4 latach ma już ponad 35 tys. członków. Powstały też nowe inicjatywy, m.in. blogi, vlogi, portale, na których można uzyskać informacje o zero waste. Obecnie ta idea zaczyna być modna. Taki trend jest dużo lepszy niż moda na konsumpcyjny styl życia.


Najprościej mówiąc, idea zero waste polega na ograniczaniu ilości wytwarzanych przez siebie śmieci. Jak to wygląda w praktyce?


Styl życia zero waste zakłada korzystanie z kilku prostych rozwiązań. Mam tu ze sobą przedmioty, które w tym pomagają. Pierwszym jest torba wielorazowa – trzeba pamiętać o tym, żeby zabierać ją ze sobą na każde zakupy i nie przynosić ze sklepu jednorazowej – plastikowej albo papierowej. Przydatne są też woreczki z tkaniny, pudełka i słoiki, do których można zapakować produkty kupowane na wagę albo na sztuki, i dzięki temu unikać foliowych opakowań. Kolejny krok to zmiany dotyczące kosmetyków i chemii domowej. Mam w ręku mydło i szampon w kostce. Można je kupić na sztuki czy na wagę, bez opakowania. Pomocne są również ściereczki czy wielorazowe gąbki z naturalnych materiałów. Ciekawym pomysłem jest także tworzenie własnych kosmetyków i środków do czyszczenia. Przepisy znajdziemy na wielu polskich blogach. Przykład to najzwyklejszy na świecie dezodorant, czyli woda z kranu z sodą oczyszczoną. Oczywiście każdy naturalny kosmetyk trzeba na sobie testować i uzbroić się w cierpliwość, bo kosmetyki dostępne w marketach mają bardzo dużo składników, które nie są przyjazne dla skóry i żeby się od nich odzwyczaić, potrzebujemy czasu. Warto zaopatrzyć się także w bidon czy termos, które możemy zabierać ze sobą i uzupełniać. Ja piję czystą wodę z kranu, i w Krakowie bardzo ją polecam. Butelka wody kosztuje 1,50-2,00 zł, natomiast wodę z kranu mamy prawie za darmo. Jeśli dużo pijemy, to jesteśmy w stanie zaoszczędzić nawet 600-700 zł na rok, zamieniając butelki jednorazowe na wodę z kranu.


Wygląda na to, że taki styl życia jest dosyć wymagający.


Ludziom się wydaje, że trzeba włożyć dużo pracy i czasu, żeby przejść na styl życia zero waste. Ale nie biorą pod uwagę tego, że żaden zero waster, który twierdzi, że dzisiaj produkuje bardzo mało śmieci, nie osiągnął tego od razu. Warto nastawić się na małe kroki, które prowadzą do zmiany naszych nawyków. Jeśli zmienimy jedną rzecz, np. będziemy pamiętać o tym, żeby brać ze sobą siatkę na zakupy, albo już na zawsze zamienimy plastikowe żele pod prysznic na mydełka w kostce, albo zdecydujemy się na picie wody z kranu, to możemy iść dalej. To daje satysfakcję, bo zmiany widać w koszu na odpady. Po kilku latach redukcji śmieci średnio raz na 2-3 tygodnie jestem w altanie śmietnikowej z odpadami segregowanymi. Kiedyś byłam tam 3-4 razy w tygodniu.


Idea zero waste zakłada odpowiedzialne kupowanie. Faktycznie część śmieci dobrowolnie przynosimy ze sklepu, ale część trafia do nas niezależnie od naszej woli. Przykład – ulotki wrzucane do skrzynek pocztowych. Jak sobie z nimi radzić?


Na swojej skrzynce na listy przykleiłam kartkę z prośbą o niewrzucanie ulotek. Jedni się do tego stosują, inni nie, ale na pewno ulotek jest mniej. Nie jest to jednak idealne rozwiązanie, dlatego trzeba działać z dwóch stron. Jedna strona to informacja na skrzynce, druga – napisanie do konkretnego sprzedawcy czy producenta, że są inne możliwości reklamowania się, np. internet, i zachęcanie, żeby przemyślał takie sposoby na reklamę. To jest oczywiście czasochłonne, ale żeby coś zmienić, trzeba angażować się troszkę bardziej niż tylko we własne gospodarstwo domowe. Jako konsumenci możemy wpływać na swoje otoczenie.


Z poziomu pojedynczego mieszkańca przejdźmy na poziom miasta jako całości. Jak Pani ocenia system segregacji odpadów w Krakowie, zwłaszcza po ostatnich zmianach, które nie wszystkim się podobają?


Dla osób, które starają się żyć zgodnie z ideą zero waste, nowe zasady segregacji to wielka zmiana na dobre. Uważamy tak, ponieważ wiemy, że im staranniej posegregowane odpady, tym większa szansa na to, że zostaną przetworzone. Natomiast jestem w stanie sobie wyobrazić, że mieszkańcy Krakowa wciąż nie są na to przygotowani. Ciągle wydaje się im to trudne i skomplikowane. MPO świetnie sobie radzi z edukowaniem na temat nowych zasad segregacji, prowadząc na facebooku kampanię #gdzieTOwyrzucić. Grafiki z prostą informacją, do którego kosza wrzucić problematyczne przedmioty, dużo rozjaśniają każdemu, kto ma do nich dostęp. Problem w tym, że nie docierają do wszystkich. Tak szczegółowych informacji nie ma na plakatach i ulotkach rozdawanych mieszkańcom. Chętnie też widziałabym więcej otwartych, np. comiesięcznych spotkań dla mieszkańców w różnych dzielnicach, które wyjaśniałyby zasady segregacji i jej wagę. Plakaty, ulotki to wciąż za mało.




Rozumiem, że części osób sprawia kłopot postawienie kilku koszy w małym mieszkaniu, ale i na to są sposoby. U siebie wykorzystałam przestrzeń pomiędzy kuchnią a przedpokojem – odpady segregowane przechowuję w szafce na buty. Można też wszystkie odpady segregowane, po wyczyszczeniu wrzucić do jednego worka, a później już w altanie śmietnikowej rozdzielać na odpowiednie kosze. Warto kreatywnie podejść do sprawy, wiedząc, że segregacja odpadów jest naprawdę ważna, a z drugiej strony też mieć świadomość, że nawet jeśli zrobimy to dobrze, nie oznacza to, że każdy odpad zostanie przetworzony.


Z czego wynika to, że nie wszystkie odpady segregowane mogą zostać przetworzone, nawet jeżeli dobrze je posortujemy?


Czasem to się nie opłaca. Przykładowo nie przetwarza się styropianu, bo koszty transportu przewyższają dochód, jaki można uzyskać ze sprzedaży tego surowca. Opakowania wielomateriałowe są również zmorą naszych czasów, o wiele prościej przetwarza się odpady jednomateriałowe np. butelki pet czy szklane butelki po napojach. Czasem też na miejscu brakuje technologii, dzięki której można przetworzyć dany odpad albo mamy zbyt mało miejsc, w których jest to możliwe. W Krakowie znajdują się bodajże dwie kompostownie i dwa punkty selektywnej zbiórki odpadów. Moim zdaniem powinno być ich dużo więcej. W Barcelonie prawie w każdej dzielnicy jest punkt selektywnej zbiórki odpadów, gdzie mieszkańcy mogą zostawić odpady niebezpieczne albo trudne.


Z inicjatywy radnego Łukasza Wantucha w Krakowie pojawił się pierwszy automat do skupu plastikowych butelek. To dobry krok w stronę ekologicznego stylu życia czy usprawiedliwienie kupowania plastiku?


Mam ambiwalentne uczucia w stosunku do tego projektu. Promuję ruch zero waste, który dąży do redukcji opakowań plastikowych, ponieważ poziom produkcji przewyższa zdolność naszej planety do ich przetwarzania. Uważam, że produkcja plastiku powinna zostać zatrzymywana, a nie usprawiedliwiana, a można pomyśleć, że automat do skupu butelek to sposób na usprawiedliwienie ich produkcji. Dzisiaj taki automat nic nie zmienia, ponieważ nie obowiązuje u nas system depozytowy. Gdyby plastikowe butelki odebrane z automatu zostawały ponownie napełnione, byłoby to bardziej zero waste niż w tej chwili. Ale z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że nie da się wszystkiego zrobić od razu. Nie jesteśmy w stanie przestać produkować śmieci w jeden dzień, więc takie rozwiązanie jest w porządku, ale jako tymczasowe. To musi iść w parze z mocną edukacją na temat zagrożeń związanych z produkcją i obecnością tworzyw sztucznych w środowisku. Prawdopodobnie przyczyni się też do przyzwyczajenia mieszkańców do oddawania swoich odpadów, ponieważ prędzej czy później taki system, w związku z dyrektywami unijnymi, będzie się musiał w Polsce pojawić.



Jak w Krakowie wygląda dostępność produktów bez plastikowych opakowań?


W swojej dzielnicy, niedaleko mieszkania mam plac targowy, na którym mogę się zaopatrzyć w wiele produktów żywnościowych bez opakowania. Są to owoce, warzywa czy nawet gotowe produkty jak pierogi albo sałatki, jak również mąki, kasze, ryże. Brakuje mi natomiast typowych sklepów zero waste. Mamy takie sklepy np. w Warszawie i Poznaniu, znam też przykłady w Portugalii, Hiszpanii czy Niemczech. W takich miejscach są zgromadzone nie tylko produkty żywnościowe, ale też przedmioty, które pomagają ograniczać odpady, np. porządne, wielorazowe szczotki do mycia naczyń. Bardzo chciałabym, żeby miasto wspierało takie inicjatywy, być może na początek wystarczyłoby nawet tylko wsparcie medialne.


To ciekawe, bo zazwyczaj zwolennicy zero waste są postrzegani jako osoby, które ograniczają zakupy, a okazuje się, że jednak jesteście w stanie zapłacić za pewne produkty. Być może jest to wskazówka dla inwestorów. Pytanie, czy nisza jest na tyle duża, żeby to się opłaciło.


Tak, namawiamy do tego, żeby kupować mniej, szczególnie jeśli w domu dysponujemy już odpowiednią ilością danego produktu czy posiadamy przedmioty, które może nie są już modne, ale ciągle zdatne do użycia. Jednak zawsze przychodzi taki moment kiedy nasza gąbka czy szczoteczka do zębów się zużyją i trzeba będzie zaopatrzyć się w kolejną. Gdybyśmy mieli więcej miejsc z najpotrzebniejszymi rzeczami zgodnymi z ruchem zero waste, myślę, że mogłoby to zachęcić krakowian do ich kupna, ponieważ byłyby łatwiej dostępne, może z czasem tańsze ze względu na konkurencję. Pamiętając jednak o zasadzie, że nowe kupujemy tylko wtedy, kiedy naprawdę musimy. W tym momencie żywność w sklepach zero waste jest droższa niż w innych miejscach. Myślę, że jest to związane z tym, że są to wciąż prywatne, małe sklepy, które często stawiają na żywność o wysokiej jakości – ekologiczną, z certyfikatami. To musi się wiązać z wyższą ceną. Dlatego tak ważne jest, żeby edukować społeczeństwo na temat tego, co jest bardziej ekologiczne i zdrowe. Dzięki temu więcej osób będzie chętnych do kupowania takich produktów i do zakładania sklepów bez opakowań. Z drugiej strony należy też naciskać na producentów, aby przemyśleli sposób produkcji i rozpoczęli proces zmian ku bardziej zrównoważonemu.


Wróćmy na chwilę do władz miasta – czy jest coś jeszcze, co mogłyby zrobić, żeby zwolennikom idei zero waste żyło się trochę lepiej i żeby w Krakowie było mniej śmieci?


W Krakowie niestety nie widzę kilku rozwiązań, które dobrze się sprawdzają w innych miastach czy państwach. Przykładowo w Poznaniu mamy już co najmniej kilka giveboxów, czyli dużych szaf stojących na ulicy, do których można przynieść rzeczy już nam niepotrzebne. Osoby, które stwierdzą, że takie rzeczy im się przydadzą, mogą sobie je zabrać. Dzięki temu przedmioty zyskują „drugie życie”.


Kolejna kwestia to promocja jadłodzielni – miejsc, gdzie restauracje czy punkty gastronomiczne oddają żywność, której nie mogą już sprzedać, a każdy chętny może z tego skorzystać. Takie jadłodzielnie w Krakowie działają, ale są tylko dwie – przy ulicach Dolnych Młynów oraz Paulińskiej. To za mało. Miasto powinno zachęcać do tworzenia takich punktów.


Następna ważna sprawa to wsparcie czy promocja małych zakładów rzemieślniczych i naprawczych. Takich miejsc na pewno na mapie Krakowa jest wiele, sama znam kilka, np. punkt naprawy torebek, walizek, małego AGD, butów czy nawet parasoli, ale w dobie konsumpcjonizmu takie punkty powoli zanikają, bo mamy mnóstwo miejsc, gdzie możemy kupić nowe przedmioty zamiast naprawiać zniszczone.


Mówiłam już o tym, że powinna się zwiększyć liczba punktów selektywnej zbiórki odpadów, ale też miasto mogłoby zachęcać do tworzenia przydomowych albo przyblokowych kompostowników.


Bardzo ciekawa inicjatywa, którą zauważyłam w Portugalii, w Lizbonie, to ustawienie pojemnika w kształcie papierosa, obok którego znajduje się tabliczka z informacjami, jak niedopałki papierosów wpływają na środowisko. To na pewno też jest ciekawy pomysł do wdrożenia w naszym mieście, ponieważ niedopałki papierosów są ogromnym zagrożeniem, zanieczyszczają bardzo duży teren, jeśli trafią np. do zbiornika wodnego czy gruntu.


Wydaje mi się, że w Krakowie mamy już dość dużo inicjatyw związanych z „wymiankami” rzeczy, i to jest pozytywne, ale może też przydałoby się wsparcie od radnych, polegające na promocji takich inicjatyw czy udostępnianiu przestrzeni na akcje proekologiczne edukatorom i organizacjom pozarządowym. Ale już samo zachęcenie mieszkańców do udziału w zamianach byłoby pomocne.


Ostatnia kwestia to poidełka z wodą pitną w przestrzeni publicznej. W Krakowie chyba nie mamy ich za dużo, a to nie tylko pozwoliłoby zredukować plastik tu i teraz, ale i pokazało, że wodę pitną można dostać bez opakowania. I gdyby takich źródełek było dużo w każdej dzielnicy, to powoli stawałoby się to normą, zachęcałoby do picia wody z kranu. Chętnie widziałabym także więcej koszy na odpady segregowane w miejscach publicznych, np. w parkach czy przy ulicach.


Oprócz dążenia do ograniczania śmieci miasto powinno także zadbać o transport – zachęcać do zastępowania samochodów np. rowerami i hulajnogami. Ważna jest także komunikacja publiczna – wprowadzenie droższych biletów mnie osobiście nie zachęca do tego, żeby z niej korzystać, zwłaszcza jeśli muszę jednorazowo kupić bilet. Wydaje mi się, że to nie był dobry pomysł.



Ruch zero waste ma też drugą stronę medalu. Jeżeli z rynku znikną plastikowe opakowania i jednorazowe przedmioty, pracę stracą ich producenci i dystrybutorzy. Podobny los czeka tych, którzy projektują, drukują albo rozdają ulotki. Co Pani o tym sądzi?


Jeśli przestaniemy produkować plastik, będziemy musieli wytwarzać opakowania ekologiczne z surowców, które nie zagrażają środowisku. Pojawią się zatem inne możliwości. Oczywiście to się wiąże ze zmianą miejsca pracy, linii produkcyjnych, z inwestycją w nowe rozwiązania. To na pewno potrwa jakiś czas i na początku może być kosztowne, ale nie mamy innego wyjścia. Zmierzyliśmy się już z katastrofą klimatyczną. Musimy zacząć działać w kierunku zmian, które zaczną ją powoli powstrzymywać. Takie drastyczne rozwiązania to już chyba w tej chwili jedyny sposób. Wcześniej mówiłam o tym, że nie da się wszystkiego zrobić od razu i to prawda, ale mówiąc o drastycznych, rewolucyjnych rozwiązaniach, mam na myśli pewne ukierunkowanie się na zmiany – nie możemy twierdzić, że pomyślimy o nich za rok, ale musimy zrobić to dzisiaj, najpóźniej jutro. To dotyczy konsumenta, ale też producenta, sprzedawcy, inwestora, naukowca. Powinniśmy działać z dwóch stron. Po pierwsze zmieniam się ja, a dzięki temu też zmieniają się potrzeby ogólne, bo jeśli 20 osób dziennie przyjdzie do sklepu i zapyta o opakowania ekologiczne, da to do myślenia sprzedawcom, a także producentom i inwestorom. Po drugie potrzebne są zmiany systemowe, dotyczące np. przepisów prawnych.


W tym roku po raz pierwszy w Krakowie odbył się Festiwal Zero Waste. Były wykłady, warsztaty, możliwość zakupu produktów pomagających w wyeliminowaniu jednorazowych przedmiotów. Jak ocenia Pani festiwal z punktu widzenia organizatorów? Czy możemy się spodziewać kolejnych takich wydarzeń w przyszłości?


Jako organizatorzy jesteśmy ogromnie szczęśliwi, że udało nam się zorganizować w Krakowie taki festiwal. Byliśmy przekonani, że nie będzie on takim dużym sukcesem jak np. Targi Zero Waste, które już odbywały się w Warszawie i w Gdyni. Okazało się, że na festiwal przyszło ponad tysiąc osób – przerosło to nasze oczekiwania. Dostaliśmy też dużo pozytywnych opinii od uczestników, prelegentów i wystawców. Na pewno będziemy organizować kolejny festiwal. Jeszcze nie jesteśmy w stanie powiedzieć, kiedy to będzie, wszystkie informacje pojawią się na naszej stronie internetowej i w mediach społecznościowych.