Artykuły
Nie można bezkarnie przenosić wsi do miasta


W Krakowie bardzo dużo mówi się o potrzebie tworzenia miejsc zielonych. Okazuje się jednak, że nie wystarczy sadzić drzew – trzeba robić to z głową. O tym, dlaczego niektóre gatunki roślin szkodzą mieszkańcom miast, z Iwoną Siekierską, inicjatorką projektu „Kraków przyjazny alergikom”, rozmawia Anna Kapłańska.


Dlaczego zainteresowała się Pani problemem alergików w mieście?


Z powodu alergii, która jest obecna w mojej rodzinie od ponad 14 lat. Zaczęłam zastanawiać się, jak to jest możliwe, że przebywając wśród niektórych drzew, mamy objawy alergii, a odchodząc 300 m dalej, nie mamy żadnych objawów. Tak trafiłam na badania naukowe, które jasno pokazują, że w bezpośrednim sąsiedztwie brzozy jest 4 tys. razy więcej pyłków niż normalnie w powietrzu. Pomyślałam, że być może wyjaśnieniem tego problemu jest ścisła zabudowa i zaczęłam wspólnie z innymi alergikami drążyć temat, słuchając tego, co mają w tej kwestii do powiedzenia lekarze i biolodzy. Krakowscy lekarze potwierdzili, że faktycznie brzozy są bardzo silnie alergizujące, jeżeli rosną w warunkach stresogennych, czyli w zanieczyszczonym, miejskim środowisku. Dodatkowo brzoza reaguje krzyżowo z olchą i leszczyną. Są to zazwyczaj uczulenia skojarzone – jeżeli ktoś ma alergię na brzozę, to cierpi też w okresie, kiedy pylą również te drzewa, czyli właściwie przez pół roku, nawet od końca grudnia albo od początku stycznia, bo wtedy zaczyna pylić leszczyna. Uczulenie na brzozę jest o tyle skomplikowane, że wiąże się z koniecznością wyeliminowania ze swojej diety dużej ilości warzyw i owoców, które reagują krzyżowo. W tym okresie praktycznie nie można ich jeść, a zwłaszcza orzechów laskowych i selera, po których można dostać nawet wstrząsu anafilaktycznego. To nie jest tak, że weźmie się leki i będzie w porządku. Jeżeli ktoś spędza codziennie wiele godzin w bezpośrednim sąsiedztwie brzóz, np. w swoim miejscu zamieszkania lub w pracy czy w szkole, nawet jeśli do tej pory był zdrowy, może dostać alergii, ponieważ w ich otoczeniu znajduje się gigantyczna ilość alergenów. Dlatego te drzewa nie powinny być sadzone w mieście.


Jak zainteresowanie kwestią alergii przekształciło się w inicjatywę „Kraków przyjazny alergikom”?


Wspólnie z innymi alergikami pociągnęliśmy temat dalej. Pomyślałam, że warto nim zainteresować Zarząd Zieleni Miejskiej i społeczne inicjatywy, w ramach których sadzi się drzewa w Krakowie. Wspólnie ustaliliśmy, że dobrym pomysłem będzie zorganizowanie spotkania ekspertów, na którym ustali się, czy faktycznie są drzewa, których nie warto sadzić w Krakowie. Na razie działamy w ramach projektu społecznego, ale wkrótce przekształcimy go w fundację, wykorzystując zdobywaną przez lata wiedzę i edukując społeczeństwo w zakresie alergii. Prawie 60 proc. krakowskich dzieci ma alergię, więc ich rodzice muszą wiedzieć, co mają robić, gdzie mogą przebywać, a gdzie nie i co mogą zrobić, żeby podnieść swój komfort życia.


Jak układa się współpraca z ZZM?


ZZM wyraził pełną gotowość działania. Jednym z naszych wspólnych celów jest zorganizowanie spotkania ekspertów, którzy opracują listę drzew, jakie warto sadzić w mieście i tych, które powodują alergię. ZZM udostępni nam też w tym celu salę. Zaproponował także, że chętnie pomoże nam w zorganizowaniu spotkania dla architektów, które pozwoli edukować ich w tym zakresie. Być może nagramy też film dla architektów, którzy nie będą mogli być obecni na takim spotkaniu.


Czy wiadomo już, kiedy powstanie lista drzew przyjaznych alergikom?


Spotkanie ekspertów zaplanowaliśmy na koniec listopada, jesteśmy w trakcie przygotowywania agendy. Zorganizujemy je wspólnie z ZZM, który już od kilku miesięcy wspiera nasze działania, później planujemy konferencję prasową. Cel spotkania jest konkretny i ma odpowiedzieć na pytania: Czy możemy na dzień dzisiejszy wykluczyć wspomniane drzewa z nasadzeń w ścisłej zabudowie, w projektach nowo powstałych parków i w miejscach, gdzie przebywają dzieci (nie mówimy tutaj o terenach „dzikich”)? Jakimi drzewami możemy zastąpić wyeliminowane drzewa i jaki to będzie miało wpływ na środowisko? Zaprosiliśmy wybitnych lekarzy alergologów – docentów, profesorów, którzy prowadzą badania w tym kierunku i wiedzą dokładnie, co w Krakowie uczula i ile osób jest uczulonych na brzozę, olchę i leszczynę.


Kto, oprócz lekarzy, będzie tworzył grono ekspertów?


Z pewnością biolodzy i specjaliści z Uniwersytetu Rolniczego, przedstawiciel Jurajskich Parków Krajobrazowych, konserwator zabytków i architekci krajobrazu. Inspiracją z pewnością będzie dla nas Zieleń Warszawska, która już zmniejszyła do niezbędnego minimum najbardziej alergizujące drzewa z nasadzeń i zastąpiła je tymi, które także pochłaniają zanieczyszczenia, ale jednocześnie nie szkodzą ludziom i są wyłącznie pożyteczne. Ich działanie mogłoby być inspiracją dla zarządów zieleni z innych miast Polski, z którymi rozmawialiśmy i których zdania były podzielone. Myślę, że jeżeli ktoś nie jest alergikiem, to dla niego alergia oznacza tylko katar i kaszel. Ktoś, kto nie zmaga się z alergią, nie zdaje sobie sprawy z tego, że to prowadzi do astmy, poważnych zaburzeń zdrowotnych, że stosowane leki też nie pozostają bez wpływu na nasze zdrowie i niestety nie zawsze pomagają. Podobnie jest z odczulaniem. Można się odczulać pięć lat i się nie odczulić. Ktoś, kto nie ma alergii, zwykle tego nie czuje. Ale są też ludzie bardzo otwarci, bardzo mądrzy, którzy, pomimo że nie mają tego problemu, wiedzą, że innym może to szkodzić i są otwarci na dialog.



Czy Warszawa nie ma gotowej listy roślin przyjaznych i szkodzących alergikom?


Nikt nie ma takiej listy. Są badania naukowe, które jasno pokazują – tych drzew nie powinno się sadzić w ścisłej zabudowie i w pobliżu szkół, przedszkoli. Ale nikt jeszcze nie stanął na wysokości zadania i nie podjął decyzji – nie można tych drzew sadzić w mieście. Niestety klimat miejski różni się od wiejskiego i nie możemy udawać, że stworzenie kwietnej łąki na środku Błoń będzie dobrą opcją. Jeżeli byśmy zostawili nieskoszoną trawę w pobliżu Błoń, to byłoby zabójstwo dla alergików – dla przebywających tam rodzin z dziećmi, sportowców, ale też dla okolicznych mieszkańców. Nie można przenieść wsi bezkarnie do miasta, bo to jest zupełnie inne środowisko.


Te same rośliny rosną też często na wsiach. Dlaczego Państwo zajmują się akurat miastem? Czy w mieście jest większe prawdopodobieństwo wystąpienia alergii?


Tak, po pierwsze ze względu na to, że w mieście jest ścisła zabudowa i pyłki nie są przenoszone przez wiatr. Jeżeli zasadzimy brzozę na zamkniętym osiedlu, to pyłki działają w obrębie zabudowy. Problem stanowią również ekrany, które teoretycznie osłaniają nas od zanieczyszczeń z ulicy, ale też są swego rodzaju barierą. Na wsiach jest zupełnie inaczej, ponieważ przy otwartej przestrzeni wiatr przenosi pyłki, więc ich stężenie w powietrzu jest mniej więcej zrównoważone. Poza tym w miejskim, zanieczyszczonym środowisku niektóre drzewa oddziałują zupełnie inaczej niż na wsiach, gdzie powietrze jest czystsze.


Jakie działania podejmowane w Krakowie szczególnie godzą w interes alergików?


Takim działaniem jest sadzenie lasów brzóz. To zabójstwo dla osób, które przebywają w pobliżu. Brzozy często sadzi się tylko dlatego, że bardzo szybko przyrastają i dają wizualny efekt zieleni, ale oprócz tego bardzo szkodzą, już abstrahując od tego, że jest to też drzewo krótkowieczne, które bardzo łatwo łamie się pod wpływem warunków atmosferycznych i często próchnieje. To nie jest drzewo, w które warto inwestować środki, bo są drzewa stabilniejsze, które mogą rosnąć bardzo długo. Najbezpieczniejszą opcją dla alergików jest sadzenie drzew owocowych, takich jak jarząby, wiśnie ozdobne, głóg czy rajska jabłoń. Dzięki nim pojawią się zapylacze i ptaki, a przecież wszystkim o to chodzi, żeby w mieście było bardziej naturalnie. Naszą akcją chcemy też dotrzeć do kwiaciarni, do szkółek, do osób, które zajmują się tworzeniem zieleni w domu.


Możemy ograniczyć nasadzenia nowych drzew wywołujących alergię, ale co z tymi, które już rosną od lat?


Nie chcemy wycinać drzew, ale sadzić je z rozwagą, zastępując szkodliwe dla zdrowia człowieka gatunki, innymi. Na chwilę obecną naszym celem jest sadzenie bezpiecznych roślin zwłaszcza w miejscach, gdzie przebywają dzieci, które nie mają jeszcze w pełni wykształconej odporności i wśród których prawie 60 proc. jest alergikami. Dlatego myślę, że w tym temacie powinni wypowiedzieć się krakowscy lekarze z Zakładu Alergologii, którzy są specjalistami i ekspertami w całej Europie, zwłaszcza w zakresie monitoringu pyłków.


Deweloperzy muszą dbać o tworzenie terenów zielonych w otoczeniu inwestycji. Wynika to zarówno z wymagań dotyczących powierzchni biologicznie czynnej, jak i z oczekiwań potencjalnych klientów. Kontaktowała się już Pani z deweloperami. Jak oni zapatrują się na pomysł sadzenia roślin przyjaznych alergikom?


Generalnie są bardzo otwarci, bo nikt nie chce specjalnie robić czegoś, co niekorzystnie działa na innych. Problem sadzenia niewłaściwych roślin wynika tylko i wyłącznie z braków w edukacji, nie tylko u deweloperów, ale także architektów krajobrazu, którzy sami mówią: My o tym nie wiedzieliśmy, nikt nas tego nie uczył. Dlatego np. na Wydziale Leśnym UR powstaje nowy kierunek Urban Forestry, służący szkoleniu osób, planujących zieleń miejską. Nie chodzi tylko i wyłącznie o alergię, ale o to, że rośliny, w zależności od gatunku, oddziałują pozytywnie lub negatywnie na samopoczucie człowieka. Deweloperzy z niecierpliwością czekają na listę drzew, dzięki której będą mogli tworzyć przestrzeń bezpieczną dla alergików.


Czy jest niebezpieczeństwo, że z tym będą wiązały się wyższe koszty realizacji inwestycji?


Absolutnie nie. Oczywiście niektóre gatunki, takie jak kwitnące wiśnie, są nieco droższe od innych, ale w skali inwestycji różnica kilku złotych nie ma żadnego znaczenia, więc praktycznie można powiedzieć, że to się odbędzie bezkosztowo. Poza tym ten deweloper, który pierwszy stworzy miejsce przyjazne alergikom, zyska nie tylko społecznie, bo będzie działać dla dobra innych, ale też wizerunkowo, bo jego inwestycja wyróżni się na tle konkurencji.


Czy myślała Pani o tym, żeby nie zwracać się tylko do deweloperów, ale doprowadzić do powstania odgórnego zakazu sadzenia niektórych drzew w mieście, narzuconego np. przez Urząd Miasta Krakowa?


Tak, chcemy dążyć do tego, żeby decyzje o nienasadzaniu np. brzozy, olchy, leszczyny w ścisłej zabudowie i w miejscach, gdzie przebywają dzieci, wynikały bezpośrednio z zakazu sadzenia tych drzew. Musimy pamiętać, że przestrzeń miejską tworzą nie tylko ZZM czy deweloperzy, ale też osoby prywatne. Nawet jeżeli sami będziemy dbać o naszą przestrzeń wokół miejsca zamieszkania, może się okazać, że nasz sąsiad posadzi 10 takich drzew i one będą na nas niekorzystnie oddziaływać. To właśnie do nich też chcemy dotrzeć.


W Krakowie kładzie się bardzo duży nacisk na to, żeby walczyć ze smogiem, dbając o zieleń. Czy spotkała się Pani z podejściem, że lepiej sadzić cokolwiek niż nic?


Tak, spotkaliśmy się z takim podejściem u jednego z kandydatów na prezydenta, który w ramach inicjatyw społecznych sadzi mnóstwo brzóz pomimo broszur naukowych, które mu przekazaliśmy. O ile ZZM po otrzymaniu informacji o szkodliwości tego drzewa, powiedział Znamy temat, może uda się coś z tym zrobić, to ten kandydat na prezydenta, znając wyniki badań, powiedział: Przebywanie wśród alergenów działa jak szczepionka na alergika, co oczywiście nie jest prawdą, bo jednym z podstawowych działań w profilaktyce i leczeniu alergii jest unikanie nadmiernej ekspozycji na dany alergen. A jak nasze dziecko ma to zrobić, kiedy w otoczeniu jego domu lub szkoły rośnie las brzóz, a w szkole przebywa 8 godz. i tyle samo w domu? I jest ciągle narażone na silnie uczulające pyłki?

W Internecie też pojawiały się głosy, że walka ze smogiem jest ważniejsza od alergii. Chodzi jednak o to, żeby te działania połączyć. My chcemy sadzić jak najwięcej roślin, ponieważ dla nas – alergików drzewa stanowią doskonałą barierę przed nawiewaniem pyłków. Dlatego chcemy mieć jak najwięcej drzew, ale takich, które oczyszczają powietrze i jednocześnie nie wywołują alergii. Potrzebujemy miejsc, które cechuje bioróżnorodność, bo sadzenie lasu klonów lub dębów też nie jest dobrym rozwiązaniem. Sadzone drzewa trzeba zróżnicować, żeby zapobiegać nie tylko alergiom, ale także skutkom chorób drzew, a do tego potrzebne są odpowiednie kompetencje oraz wiedza, którą chcemy przekazywać dalej.