Artykuły
Stoimy na progu katastrofy klimatycznej – kto powinien reagować?



Naukowcy alarmują, że grozi nam katastrofa ekologiczna związana z globalnym ociepleniem. Aby jej zapobiec, konieczna jest współpraca rządu, samorządów, deweloperów, a także mieszkańców miast. Jakie działania powinny zostać podjęte? W rozmowie z Anną Kapłańską tłumaczy Joanna Mieszkowicz – prezes Fundacji Aeris Futuro, zajmującej się m.in. przeciwdziałaniem globalnemu ociepleniu.


Wnioski z ostatniego raportu IPCC są jasne – do 2030 r. musimy ograniczyć emisję dwutlenku węgla netto prawie o połowę, a do roku 2050 całkowicie wyeliminować. Eksperci straszą, że jeśli tego nie zrobimy, wzrastająca temperatura spowoduje roztopienie lodowców i zalanie niektórych obszarów. W związku z tym grozi nam problem z dostępem do wody pitnej i żywności, a wiele osób czeka migracja w poszukiwaniu lepszych warunków do życia. Brzmi przerażająco, a jednak rządzący nie robią prawie nic, żeby to zmienić. Z czego wynika brak reakcji na ostrzeżenia naukowców?


Ostatnio słyszałam, że ktoś porównał widmo katastrofy klimatycznej do sytuacji przed holocaustem. Już w latach 30. pojawiały się sygnały, że coś takiego może się wydarzyć. Hitler podejmował pewne działania w tym kierunku, ale świat nic nie robił. Taka wizja była zbyt abstrakcyjna, nie przekonywała wielu osób. Teraz mamy podobną sytuację. Z czego to wynika? Z jednej strony człowiek chyba z natury jest optymistą, z drugiej strony odsuwa od siebie niewygodną prawdę. Wizja katastrofy ekologicznej jest niewygodna, bo wprowadza pewne ograniczenia. Człowiek chciałby być panem i władcą, i nie przejmować się wszelkimi ograniczeniami, które są związane z życiem na ziemi. Właśnie dlatego mamy tak zanieczyszczone środowisko, a człowiek za wszelką cenę próbuje nie reagować. Poza tym jest powiedzenie „mądry Polak po szkodzie”. Kiedy następuje katastrofa, dopiero wtedy dochodzimy do wniosku, że przydałoby się coś zrobić. To smutne, ale niestety jesteśmy mało proaktywni. Prof. Ewa Bińczyk z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu napisała nawet książkę o marazmie. Mówi ona o tym, że ludzie coraz mniej przejmują się tym, co jest wokół nich, interesują się głownie sobą, swoim ego, swoimi potrzebami, a mniej pomaganiem innym. A obecnie zmiany klimatu są najbardziej odczuwalne w Afryce i w Azji, więc dla przeciętnego Europejczyka, a szczególnie Polaka, wydaje się to abstrakcją. Najlepiej udawać, że problemu nie ma. Skoro go nie widać, to nie istnieje.


W Polsce został zorganizowany szczyt klimatyczny, ale minister energii zapowiada likwidację wiatraków, za to nie zanosi się na to, że będziemy odchodzić od polityki węglowej. Jak zmienić coś w kraju, w którym jest tak silne lobby górnicze?


Straszne są te posunięcia rządu i wypowiedzi zupełnie w contrze do tak oczywistej sprawy, jak emisja gazów cieplarnianych z paliw kopalnych. Wysuwa się argument lobby górniczego. Mówimy o miejscach pracy, które musiałyby zostać zlikwidowane, gdybyśmy odeszli od spalania węgla. Ale tak naprawdę w górnictwie jest zatrudnionych ok. 80 tys. osób. To jest niewielkie miasteczko w skali całej Polski. Dlatego nie można mówić o jakiejś wielkiej rewolucji, która miałaby odbić się na polskiej gospodarce w związku z odejściem od węgla. Oczywiście taka zmiana wymaga czasu i odpowiedniego przygotowania, ale powinniśmy jasno pokazać, że odchodzimy od węgla, a nie redukujemy jego wykorzystanie z 80 do 60 proc. Musimy też pamiętać, że aktualnie więcej importujemy, niż wydobywamy. Mówimy o gospodarce innowacyjnej i o bezpieczeństwie nas wszystkich, również bezpieczeństwie energetycznym. Energia uzyskiwana z węgla jest coraz droższa – rosną ceny prądu. Rząd wymyśla program Energia Plus, ale to jest leczenie ran, a nie rozwiązywanie problemu u źródeł.


Kraków szczyci się tym, że sporo robi się tutaj dla poprawy środowiska naturalnego, zwłaszcza w kontekście jakości powietrza. Wciąż jednak jest jeszcze wiele do zrobienia. Fundacja Aeris Futuro przygotowała list do władz miasta. Czy może Pani zdradzić, co on zawiera?


Trzeba rozróżnić dwie kwestie: ochronę powietrza i ochronę klimatu, choć oczywiście najlepiej, jeśli one idą w parze. Mimo wszystko jednak te działania trochę różnią się od siebie. Po pierwsze gazy cieplarniane nie są zanieczyszczeniem, ale występują naturalnie. Gdyby ich nie było, na świecie mielibyśmy temperaturę -15 stopni C. Człowiek przyczynił się do tego, że gazów jest za dużo i dlatego mamy globalne ocieplenie na taką wielką skalę. Po drugie ochrona klimatu idzie nieco dalej niż ochrona powietrza. Przykładowo, rząd promuje elektromobilność, która faktycznie ogranicza zanieczyszczenie powietrza, bo podczas poruszania się samochodami elektrycznymi nie emitujemy pyłów. Jeżeli jednak prąd produkowany jest z węgla, jak to dzieje się w Polsce, to korzystanie z takich pojazdów nie rozwiązuje problemu emisji gazów cieplarnianych. Tutaj rozwiązaniem jest po prostu przejście na odnawialne źródła energii.


Faktycznie Kraków jest pionierem w Polsce w zakresie ochrony powietrza, dużo udało się już zrobić w tym kierunku. Wciąż jest jednak wiele do zrobienia, zwłaszcza w kontekście globalnego ocieplenia. W Polsce przede wszystkim powinien zmienić się system prawny, który aktualnie nie wspiera czystej energii. Zamiast tego mamy dopłaty do górnictwa. A jakie działania można podjąć w Krakowie? Potrzebna jest promocja wykorzystywania odnawialnych źródeł energii. Każdy nowy budynek powinien być budowany w taki sposób, by pewien procent energii pochodził z odnawialnych źródeł. To musi być standard. Ważne jest też ograniczenie miejskiej wyspy ciepła. W mieście temperatura jest przynajmniej o kilka stopni wyższa niż poza nim. Możemy ochładzać powietrze poprzez rozwiązania w zakresie błękitno-zielonej infrastruktury, czyli dążenie do zatrzymania jak największej ilości wody, tworzenie oczek wodnych czy ogrodów deszczowych. W mieście powinno także być jak najwięcej zieleni – nie tylko w parkach, ale i na dachach czy ścianach budynków. Kolejna kwestia to przystosowanie się do zmian klimatycznych, które postępują. Musimy być gotowi na czekające nas anomalie pogodowe. Trzeba liczyć się z występowaniem coraz dłuższych fal upałów, nagłych ulew i burz.


Mówi Pani o potrzebie zadbania o zieleń, ale przecież Rozporządzenie Ministra Infrastruktury w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie określa, że trzeba zadbać o odpowiednią powierzchnię terenu biologicznie czynnego. Czy to nie wystarczy?


W praktyce często wygląda to tak, że sadzimy cokolwiek, żeby spełnić obowiązek, ale te działania są niewspółmierne do wielkości budynku i nie spełniają swojego zadania. Ostatnio oglądałam ciekawy film, w którym pani doktor, klimatolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego, oceniała kampus UJ. Z jednej strony wszystko tam jest przemyślane: nowoczesne budownictwo, szerokie drogi. Z drugiej strony drzewka, które tam rosną, są bardzo małe, przez co nie dają cienia i zatrzymują mało wody. Podobnie wygląda to w przypadku wielu projektów mieszkaniowych.


W takim razie jak właściwie projektować tereny zielone?


Trzeba projektować tak, żeby zieleń faktycznie służyła ludziom, czyli dawała cień, chłodziła powietrze, dawała tlen. Jeśli posiejemy tylko zwyczajną trawę albo nie zatroszczymy się o zwiększenie bioróżnorodności, to pozytywny wpływ na jakość środowiska będzie nikły. Grabienie liści też nie jest dobre, bo zabieramy materię organiczną, w której mogą żyć różne zwierzęta. Poza tym, gdy liście się rozkładają, wzbogacają glebę, w której również są akumulowane gazy cieplarniane. Dobrym rozwiązaniem na pewno byłoby tworzenie w otoczeniu nowoczesnego budownictwa ogrodów deszczowych, a także wykorzystywanie darmowej wody opadowej, np. do podlewania trawników albo mycia przestrzeni wspólnych.


Ekolodzy narzekają na betonowanie miast i winą za nie obarczają deweloperów. Jednak ogromny popyt na mieszkania pokazuje, że nie można zablokować powstawania nowych osiedli. Jak budować ekologicznie?


Ważnych jest kilka aspektów. Po pierwsze pytanie, z czego budujemy, czyli np. czy korzystamy z materiałów naturalnych albo pochodzących z recyklingu? Czy to koniecznie musi być beton? Czy nie można jednak wykorzystywać np. gliny i słomy? Takie rozwiązania już pojawiają się na świecie. Nawet niektóre biurowce powstają z naturalnych, zdrowych materiałów. Po drugie ważne jest planowanie przestrzenne. Jeżeli budujemy jakiś budynek, to powinniśmy zadbać o to, żeby on był dobrze skomunikowany z ważnymi punktami w mieście. Ważne, żeby blisko była komunikacja publiczna, żeby były ścieżki rowerowe, żeby ludzie mogli po prostu bezpiecznie poruszać się rowerami albo pieszo. Istotny jest też dostęp do terenów zielonych, gdzie można odpocząć, odetchnąć. Dobrym przykładem jest Nowa Huta, w której tworzono osiedla w taki sposób, by na miejscu zapewnić dostęp do przedszkola, sklepów itd. Część mieszkalna była łączona z usługową, tak żeby nie trzeba było jeździć daleko, ale żeby do ważnych miejsc można było dojść pieszo albo dojechać na rowerze. Ważne jest też pytanie, jak zapewniamy energię w budynku, jak gospodarujemy wodą itd.


Jak to wygląda od strony finansowej? Często zasłaniamy się tym, że nie mamy pieniędzy na wprowadzanie ekologicznych technologii. Czy innowacje sprzyjające środowisku faktycznie są takie drogie?


Inną perspektywę będzie miał deweloper, a inną – klient. Jeśli chodzi o klienta, wiadomo, że kupując mieszkanie czy dom, nie myślimy o nim w kontekście trzech czy pięciu lat, tylko raczej w dłuższej perspektywie. Dlatego nie powinniśmy pytać dewelopera tylko o to, ile będzie kosztować metr kwadratowy albo za ile kupię ten dom, tylko ile będę płacić za energię, ile będę zużywać energii, wody czy innych mediów, a więc ile to będzie kosztowało w dłuższej perspektywie. Ważne jest patrzenie na cykl życia produktu. Jeżeli kupimy bardzo tanie mieszkanie, na początku oszczędzimy, ale może okazać się, że za parę lat pojawi się grzyb, bo jest zła wentylacja. Później wyjdzie problem z nieszczelnościami, mostkami cieplnymi, przez które będzie uciekać energia. Poza tym energia pochodząca ze źródeł odnawialnych może być tańsza, np. jeśli na budynku zamontujemy pompę ciepła albo solary, to nie będziemy musieli płacić kosztów przesyłu. Żeby jednak upowszechnić korzystanie z takich źródeł energii, ważne są pewne działania ze strony miasta, które zachęciłyby do aktywności np. wspólnoty mieszkaniowe.


Niedawno organizowali Państwo Climathon. Jego uczestnicy przez 24 godziny próbowali znaleźć rozwiązanie pomagające zatrzymać ocieplenie klimatu. Jak Fundacja Aeris Futuro wpadła na pomysł, żeby zorganizować konkurs, który ma taki kształt?


W Krakowie odbywają się dwie imprezy, trochę podobne. Jest Climathon i Smogathon. Tym, co nas odróżnia, oprócz tego, że my zajmujemy się klimatem, czyli głównie gazami cieplarnianymi, a oni zanieczyszczeniem powietrza, jest to, że w czasie Smogathonu podkreśla się znaczenie technologii, a my w Climathonie stawiamy na rozwiązania miękkie, informacyjno-promocyjne, czyli na kampanie społeczne i inne działania, które służą zwiększaniu świadomości i aktywności obywatelskiej. Projekty mają polegać na zaangażowaniu jak największej grupy mieszkańców w ochronę klimatu. Pomysł na taką formułę został stworzony we współpracy z Urzędem Miasta Krakowa, a sama inicjatywa Climathonu została zapoczątkowana przez Europejski Instytut Technologiczny.


W tym roku w Krakowie odbyła się trzecia edycja Climathonu. Jak wyglądały poprzednie?


Dwa lata temu mieliśmy pierwszą edycję. Wtedy wygrał projekt „Alternatywna przestrzeń publiczna”. W jego ramach powstał cykl warsztatów, ale też przeprowadzono akcje w przestrzeni wokół Placu Nowego. Chodziło o to, żeby sprawdzić, co się stanie, kiedy wyłączy się Plac Nowy z transportu samochodowego. Na czas eksperymentu część asfaltu została wymalowana na zielono. W zeszłym roku wygrała kampania City cha(lle)nge. Powstała aplikacja pozwalająca obliczyć, ile zyskujemy, korzystając z ekologicznych środków transportu. Aplikacja pokazywała nie tylko pozytywny wpływ takich rozwiązań na środowisko, ale też oszczędność finansową, spalane kalorie itd. Przykładowo, wybierając tramwaj zamiast samochodu, nie tracimy czasu, stojąc w korkach. Ponieważ wygrali studenci geografii z Uniwersytetu Jagiellońskiego, na terenie Kampusu UJ odbyła się kampania informacyjna. Przygotowano ciekawe plakaty, np. obok windy był napis „Winda czy schody? Zdecyduj” i kod QR, pozwalający przejść do aplikacji i porównać, dzięki której opcji więcej zyskamy. W tym roku wygrał projekt „Ogrody deszczowe”. Powstanie kilka wzorcowych ogrodów, będą organizowane warsztaty dla mieszkańców, przygotujemy też broszurę instruktażową pokazującą, po co i w jaki sposób zakładać takie ogrody. Akcję chcielibyśmy przeprowadzić na przełomie wiosny i lata.


Dlaczego w tym roku wygrał akurat taki projekt?


To rozwiązanie wynika z potrzeb miasta. W komisji konkursowej zasiadał przedstawiciel Urzędu Miasta Krakowa, z Wydziału Gospodarki Komunalnej. Zauważył on, że temat retencji wody jest bardzo istotny, dlatego warto go promować. Woda ma znaczenie w kontekście zmian klimatu, a w Krakowie mamy jej coraz mniej. Wzięliśmy pod uwagę także wykonalność projektu – nie był tak duży, żeby nie dało się go wprowadzić w ciągu roku.


Czym są ogrody deszczowe?


Ogrody deszczowe można założyć w skrzynce albo w zagłębieniu w ziemi. Wykładamy je folią, kładziemy różne warstwy ziemi i sadzimy rośliny. Ogród umieszczamy pod rynną, dzięki czemu jest on nawadniany przez wodę deszczową, która zostaje oczyszczona. Jej nadmiar odpływa, a pozostała część zatrzymuje się w glebie.


Czy co roku projekty, które zwyciężyły w Climathonie, zostają zrealizowane?


W poprzednich edycjach urząd miasta zadeklarował, że zwycięskie projekty zostaną wdrożone. W tegorocznej edycji nie było już takiej stuprocentowej deklaracji, natomiast nasza fundacja jako główny organizator będzie się starała, żeby projekt został zrealizowany. Poza tym w tym roku zwycięzca otrzymał nagrodę finansową, umożliwiającą wdrożenie koncepcji.


Rozmawiałyśmy o władzach rządowych i samorządowych, a także o deweloperach, jednak za jakość środowiska naturalnego jesteśmy odpowiedzialni wszyscy. Jakie działania może podjąć każdy mieszkaniec Krakowa, niezależnie od pełnionej funkcji czy wykonywanego zawodu?


Jeżeli mieszka w bloku, może porozmawiać z członkami swojej wspólnoty mieszkaniowej o tym, czy dałoby się wykorzystać odnawialne źródła energii, zwłaszcza że pojawiają się możliwości dofinansowania takich działań. Mam nadzieję, że będzie ich coraz więcej, a skorzystanie z nich będzie coraz prostsze, bez zbędnej biurokracji. Ważne jest też wpływanie na władzę – na posłów czy radnych, żeby tworzyli rozwiązania w zakresie transportu, ułatwiające komunikację zbiorową. Potrzebne są również ścieżki rowerowe i parkingi park&ride, dzięki którym nie musimy wjeżdżać do centrum miasta, tylko możemy zaparkować na obrzeżach i przesiąść się na tramwaj albo autobus. Warto też wspierać organizacje pozarządowe, działające na rzecz czystego środowiska. Tworzą się także oddolne grupy osób, które bronią terenów zielonych albo tworzą ogrody społeczne. To świetna inicjatywa, bo mieszkańcy bloków często nie znają się wzajemnie. Nie ma między nimi więzi, a ludzie odczuwają brak wspólnoty. Wielu z nich przyjeżdża do Krakowa z innych regionów Polski, nie mają blisko rodziny, więc szukają możliwości budowania relacji z innymi ludźmi. Podczas tworzenia ogrodu społecznego mogą się spotkać, dobrze się bawić, a przy okazji coś wyhodować. Ogrody deszczowe będziemy chcieli tworzyć również w takiej formule. Warto angażować się lokalnie i walczyć o lepszy klimat dla Krakowa.














Projekt zalesiania w Nowej Hucie/Branicach realizuje Fundacja Aeris Futuro we współpracy z Fundacja Yves Rocher i Zarządem Zieleni Miejskiej