Artykuły
Wyborcy pytają o przyszłość Krakowa


Łukasz Gibała

Jesienią odbędą się wybory samorządowe. Jako wyborcy mamy jeszcze czas na zadawanie pytań i analizowanie programów wyborczych. Jaką politykę mieszkaniową planują prowadzić kandydaci na Prezydenta Miasta Krakowa? Jak zadbają o jakość życia w mieście? Redakcja dwutygodnika przygotowała zestaw pytań dla kandydatów. Jako pierwszy, w rozmowie z Joanną Kus, o swoich rozwiązaniach na przyszłość dla Krakowa opowiada Łukasz Gibała ze Stowarzyszenia Logiczna Alternatywa.

Niedobór mieszkań a nadmierne zagęszczenie zabudowy – w jakim kierunku miasto powinno się rozwijać, aby rozwiązać ten problem? W które rejony Krakowa należy inwestować?

Inwestowanie to nie tylko budowanie od zera. W Krakowie istnieje mnóstwo kamienic, domów i budynków – często w znakomitych lokalizacjach – które są opuszczone lub zniszczone. Odnawiając je, możemy upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, tj. zrewitalizować budynki, które straszą mieszkańców, a przy okazji nie stracić terenów zielonych czy korytarzy przewietrzania. To oczywiście nie oznacza, że powinniśmy zastopować wszystkie inwestycje, ale planować je rozsądnie. Jeśli chodzi o inne rejony Krakowa, to nacisk należy położyć na tereny znajdujące się przy liniach Szybkiej Kolei Miejskiej, którą uruchomimy. Dobrze skomunikowane osiedle to korzyść dla mieszkańców, ale też sposób na zmniejszenie korków i smogu.

 

Kraków, podobnie jak Warszawa czy Wrocław, należy do miast, w których dostęp do gruntów pod zabudowę jest ograniczony. Czy w związku z tym bierze Pan pod uwagę włączenie sąsiednich wsi w granice Krakowa, tak jak zrobiono np. w Rzeszowie? Lepszym rozwiązaniem jest odblokowanie gruntów rolnych pod zabudowę mieszkaniową? Czy ma Pan inny pomysł na zwiększenie liczby terenów pod nowe inwestycje?

W Krakowie to wyjątkowo trudna kwestia, bo odralnianie terenu to często pozwolenie na zabudowę np. korytarzy przewietrzania. O wiele lepszym pomysłem jest przyłączanie sąsiednich gmin, ale tutaj trzeba to robić równolegle z dobrym planowaniem przestrzennym. Chodzi o to, żeby nowy Kraków nie był zabudowywany chaotycznie, jak często ma to miejsce w starym Krakowie. Więc jeśli będziemy przyłączać nowe gminy do Krakowa, to tylko z przygotowanym wcześniej przejrzystym planem zagospodarowania przestrzennego.

 

Z drugiej strony, jako Prezydent Miasta, co zamierza Pan zrobić, żeby w administracji nie powtórzyły się błędy poprzedników, którzy wydali pozwolenie na budowę słynnego już osiedla Avia?
Przede wszystkim gwałtownie przyspieszyć tworzenie planów zagospodarowania. Jak na razie krakowscy urzędnicy potrzebują wiele miesięcy, a nawet lat, aby stworzyć taki dokument nawet dla niewielkiego terenu. W tym czasie inwestorzy dzięki „wuzetkom" budują bez większej kontroli, co generuje konflikty na linii deweloper-krakowianie. Biuro planistyczne działające szybko i sprawnie oraz konsultacje z inwestorami i mieszkańcami to nasz cel. Ci pierwsi muszą mieć jasne sygnały, jak i gdzie mogą budować, ale też muszą wskazać swoje potrzeby oraz proponować rozwiązania, dzięki którym inwestycje będą mniej uciążliwe dla krakowian. Chciałbym, żeby dzięki temu deweloperzy w Krakowie nie byli odbierani przez mieszkańców negatywnie, bo da się budować z głową. Ale tego muszą pilnować sprawni i profesjonalni urzędnicy.

 

W dyskusji o miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego wysuwają się dwa odrębne stanowiska: dążenie do maksymalnej szczegółowości planów (na wzór Berlina) lub pozostawienie inwestorom większej swobody. Który model będzie
lepszy dla Krakowa?

Kraków, a szczególnie jego centrum, budowano w czasach, kiedy ulicami jeździły tylko konne dorożki. Dlatego jest tam ciasno i dla mieszkańców liczy się każdy metr kwadratowy. Kraków to także miasto bezcennych zabytków, dlatego dbałość o estetykę krajobrazu jest szczególnie ważna. Do tego mamy ogromny problem ze smogiem, więc kwestie związane z inwestycjami, takie jak wycinka drzew, betonowanie czy wprowadzanie większej liczby samochodów do miasta muszą być dokładnie sprawdzane. Deweloperzy w Krakowie muszą o tym pamiętać i mieć świadomość, że chaotyczna zabudowa wpłynie też na atrakcyjność ich inwestycji. Bo kto kupi mieszkanie w Krakowie, w którym bloki zasłonią Wawel? A wracając do samego pytania – Kraków ze względu na swoją specyficzną tkankę miejską musi iść w kierunku rozwiązań stosowanych w Berlinie.

Jakimi środkami zamierza Pan zrealizować założenie o dostępie do zieleni zorganizowanej w odpowiedniej odległości od osiedli mieszkaniowych?
Co do dostępności do zieleni, to tutaj należy stawiać na duże parki w każdej części miasta. Obecnie tworzone są w Krakowie parki linearne czy kieszonkowe, ale to zdecydowanie za mało. Problemem są oczywiście te osiedla, gdzie zabudowa jest już tak gęsta, że nie sposób stworzyć tam parku z prawdziwego zdarzenia. W takich przypadkach dobrym rozwiązaniem jest zazielenianie dachów na jak największej powierzchni. Na zachodzie Europy robi się tak od wielu lat, np. w Mediolanie, Lyonie czy Atenach.

Czy popiera Pan pomysł wykupu terenów zielonych przez miasto, tak jak stało się np.z Zakrzówkiem? Skąd wziąć na to pieniądze?
Zdecydowanie popieram. Świetnym przykładem jest tutaj Juliusz Leo, który wykupił dla krakowian Las Wolski - dziś jedno z ulubionych miejsc rekreacji mieszkańców. Uważam, że obecnie powinniśmy wykupić np. Las Borkowski. Władze Krakowa próbowały to zrobić, ale ich rozmowy z właścicielem terenu przypominały bardziej medialną „nawalankę" niż negocjacje biznesowe. Ja jako przedsiębiorca wiem, jak rozmawia się z inwestorami i jestem przekonany, że dogadałbym się z właścicielem tego terenu – i to w dobrej atmosferze. Chętnie usiadłbym też do rozmów z Agencją Mienia Wojskowego w sprawie zielonego fortu Bronowice. Jego zakup od kilku lat –  bezskutecznie – próbuje sfinalizować Urząd Miasta. Im dłużej trwają te negocjacje, tym większe ryzyko, że teren zostanie zabudowany. Władze Krakowa powinny tego typu rozmowy finalizować o wiele szybciej. Ale do tego trzeba mieć dużo doświadczenia w prowadzeniu rozmów biznesowych.

 

Niestety – patrząc na tempo oraz niesnaski wynikające z tych negocjacji – dziś w magistracie takich ludzi brakuje. Z drugiej strony miasto powinno wstrzymać sprzedawanie gminnych terenów zielonych. Niedawno mieliśmy do czynienia z kuriozalną sytuacją na słynącym z betonu Ruczaju. Urząd Miasta wystawił na sprzedaż pełną zieleni działkę, podczas gdy mieszkańcy chętnie widzieliby na niej plac zabaw, skwer lub park. I tu nie chodzi o pieniądze, których miastu nie brakuje. Właśnie rozpoczęła się budowa Trasy Łagiewnickiej, na którą urzędnicy przeznaczyli ponad miliard złotych. Wychodzi więc na to, że pieniądze zarobione na sprzedaży zieleni wydajemy na betonowanie miasta i dodatkowe spaliny.

Jak jeszcze można usprawnić komunikację między Urzędem Miasta a inwestorami? W jaki sposób zmniejszyć bariery proceduralne? Jaki model współpracy Pan proponuje?
W relacjach inwestorskich z deweloperami trzeba być sprawnym i kompetentnym partnerem, a nie nieudolnym urzędnikiem. Należy zdecydowanie przyspieszyć proces tworzenia planów, zarówno ich liczbę, jak i jakość oraz czas procedowania. Ludzie, kupując mieszkania, chcą wiedzieć, jakie inwestycje będą w przyszłości w ich sąsiedztwie. Brak planów to uniemożliwia. A inwestorzy mają przede wszystkim prawo wiedzieć, co i gdzie mogą wybudować, a nie starać się latami o „wuzetki", zależne często od urzędniczego widzimisię.

Jakie jest Pana zdanie na temat partnerstwa publiczno-prywatnego?
Kraków, ale też cała Polska, ma problemy z tym, ciekawym z założenia, systemem. Moim zdaniem zbyt często obowiązki prywatnego inwestora nie są do końca wypełnianie w związku z tym, że urzędnicy po prostu machają na to ręką po zakończeniu inwestycji. Chciałbym, aby w końcu w Krakowie byli urzędnicy, którzy będą jednak traktować własność gminy z należytą powagą i będą odpowiednio przeszkoleni do rozmów z prywatnymi inwestorami. Chodzi o to, żeby PPP po krakowsku było profesjonalnym przedsięwzięciem z obu stron, przy tworzeniu którego pamięta się o mieszkańcach. Obecnie wygląda to tak, że zyskuje jedna strona. Świetnym przykładem jest Superścieżka w rejonie Ronda Grzegórzeckiego – piękna na wizualizacjach, w rzeczywistości daleka od założeń. Wystarczy wspomnieć, że plany zakładały likwidację nieestetycznych ekranów dźwiękochłonnych, które jednak stoją do dziś.

Jedną z koncepcji usprawnienia zarządzania miastem jest decentralizacja urzędów. Czy opowiada się Pan za zwiększeniem kompetencji rad dzielnic?
To naturalna kolej rzeczy. Obecnie Rady Dzielnic mogą tylko opiniować. Co gorsza, najczęściej nikt tych – nierzadko celnych opinii – nie bierze pod uwagę. Tym sposobem na częściowo fasadowe instytucje wydajemy rocznie miliony złotych. Chciałbym, żeby rady dzielnic były miejscem pierwszego kontaktu dla mieszkańca, który przychodzi po to, żeby np. wyrobić sobie dowód rejestracyjny, ale też dla przedsiębiorcy, który chciałby uzyskać pozwolenie na budowę. Rada Dzielnicy powinna być miejscem, gdzie załatwianie tego typu spraw można by chociaż rozpocząć.

Jak skrócić czas oczekiwania na mieszkanie komunalne? Może Pan zaproponować konkretny program mieszkaniowy?
Ostatnio w Krakowie wybuchła afera związana z przyznawaniem mieszkań gminnych za łapówki. Jeśli będą uczciwi urzędnicy, to takie mieszkania trafiać będą do potrzebujących, a nie  do „znajomych królika". Co do samego systemu, to może tu byłoby miejsce na znakomity program PPP. Na przykład inwestor może budować, ale naszym warunkiem jest wykupienie części mieszkań przez miasto po atrakcyjnej cenie, w celu stworzenia mieszkań komunalnych. W biznesie przeprowadziłem mnóstwo takich rozmów i wiem, jak finalizować je z dobrym skutkiem. Niezwykle ważne jest też rozproszenie mieszkań socjalnych na terenie całego miasta. Lokalizowanie ich w jednym miejscu i tworzenie swoistych gett mija się z celem.

Jak zwiększyć budżet Krakowa? Czy Karta Krakowska to dobre narzędzie zachęcające do meldowania się w Krakowie?
Oczywiście. Karta Krakowska to jeden z naszych sztandarowych pomysłów, który pozwalałby na darmowe przejazdy komunikacją miejską, rowerami miejskimi. Korzyści proponowane przez obecne władze są zdecydowanie mniejsze (20 proc. zniżki na komunikację miejską) i można powiedzieć, że to jest tylko wersja demo prawdziwej karty mieszkańca. To niepoważne traktowanie, bo tego typu przywilej powinien funkcjonować od wielu lat, a obecne władze przypomniały sobie o jego wdrożeniu tuż przed wyborami. Co do darmowej komunikacji, to często spotykam się z zarzutem, że nas na to nie stać. To mit, któremu przeczy przykład Tallina. Tam mieszkańcy z darmowych przejazdów cieszą się od wielu lat, a zwiększony wpływ z podatków zdecydowanie przewyższa koszty bezpłatnej komunikacji (koszty darmowej komunikacji to 14 mln euro, a wpływy do budżetu zwiększyły się o 27 mln euro). A więc mamy tu podwójną korzyść – dla mieszkańców i dla miejskiego budżetu.

Jaka będzie polityka miasta w zakresie komunikacji z okolicznymi miejscowościami?
W tej chwili ta polityka mocno kuleje, tzn. kursy autobusów do sąsiednich gmin można policzyć na palcach jednej ręki. Obecna polityka Krakowa jest taka, że miasto może je zwiększyć tylko, jeśli poprosi o to sąsiednia gmina i jeszcze za to zapłaci. Ale władzom Zielonek czy Naramy nie zależy przecież na tym, aby ograniczyć ruch samochodowy w centrum Krakowa, więc ta polityka transportowa jest z założenia nieskuteczna, a do tego generuje korki. Na pewno zwiększę liczbę kursów autobusów aglomeracyjnych, aby były konkurencyjne dla samochodów, które dziś tysiącami wlewają się do Krakowa. Oczywiście nikomu nie zabronimy przyjeżdżania do Krakowa tym środkiem transportu, ale będziemy zachęcać do korzystania z parkingów P&R. Te będziemy budować przy stacjach Szybkiej Kolei Miejskiej, którą uruchomimy. I to będzie duża wygoda, bo podróżowanie po Krakowie pociągiem stanie się szybkie i komfortowe.

Czy dostrzega Pan związek między powstawaniem budynków biurowych a komunikacją w mieście? W jaki sposób zapobiec ewentualnym barierom komunikacyjnym?
Oczywiście, ale trudno nie odnieść wrażenia, że obecne władze go nie dostrzegają, bo w tej materii nie jest najlepiej. Idealny przykład to Specjalna Strefa Ekonomiczna w Czyżynach, którą wybudowano, ale nie pomyślano o dobrym skomunikowaniu. O stworzenie przystanku autobusowego od lat proszą sami pracownicy tamtejszych biur. Władze Krakowa odpowiadają „nie da się", więc ludzie są skazani na samochody, które mogłyby zostać pod ich domami i nie korkować dodatkowo miasta. Uważam, że da się. Nie tylko w Czyżynach, ale przy każdym większym kompleksie biurowym w Krakowie. Co do zapobiegania, to tutaj po raz kolejny powtórzę: dobre i przejrzyste plany zagospodarowania, których nieodłączną częścią będzie dobra komunikacja. Co do zasady budowę biurowców powinno się planować przy węzłach kolejowych.

Jakie działania należy podjąć w zakresie walki z zanieczyszczeniami powietrza w Krakowie? Jakie jest Pana zdanie na temat tworzenia Stref Czystego Transportu?
Mam bardzo konkretne propozycje. Przede wszystkim przywrócenie 100 proc. dotacji na wymianę pieców węglowych, które są główną przyczyną krakowskiego smogu. Przy wcielaniu w życie tego programu będziemy chodzić od domu do domu i rozmawiać, przede wszystkim z osobami starszymi i ubogimi. Do nich z informacją o możliwości wymiany systemu ogrzewania trzeba dotrzeć bezpośrednio i będziemy to robić do ostatniego pieca. Dodatkowo zwiększymy kontrolę dwóch dużych zakładów: elektrociepłowni w Łęgu oraz nowohuckiego kombinatu. W tym ostatnim bardzo często dochodzi do różnego rodzaju „zdarzeń awaryjnych", które są bagatelizowane zarówno przez władze Krakowa, jak i przez miejscowy WIOŚ.

Co do zielonych stref, to można pomyśleć o utworzeniu ich w centrum Krakowa, ale zakazy nie powinny objąć samych mieszkańców Starego Miasta. Ci muszą mieć możliwość parkowania w rejonie swoich domów. Natomiast ograniczenia dla pojazdów spoza Krakowa to kwestia warta przemyślenia, bo często wąskie i urocze uliczki w Śródmieściu zmieniają się w parkingi dla przyjezdnych. Moim zdaniem lepszym pomysłem od ograniczeń są zachęty. Dlatego wprowadzimy darmową komunikację oraz będziemy budować parkingi P&R na obrzeżach miasta. To da dużo lepsze efekty niż ograniczenia.