Artykuły
COVID-19 a smog. Czy pandemia wpłynie na jakość powietrza?


Pandemia wpłynęła na praktycznie każdą dziedzinę naszego życia. Czy zaważy również na jakości krakowskiego powietrza? Co stanie się z poziomem zanieczyszczeń, gdy z obawy zarażenia będziemy unikać komunikacji miejskiej i masowo przesiądziemy się do samochodów? Czy smog sprzyja rozprzestrzenianiu się COVID-19? Odpowiedzi na te pytania szukaliśmy z Anną Dworakowską, współzałożycielką Stowarzyszenia Krakowski Alarm Smogowy.






Jak pandemia wpłynęła na kwestie związane ze smogiem?


Zależy o jakim zanieczyszczeniu mówimy. Jeżeli chodzi o zanieczyszczenie stricte komunikacyjne, czyli o poziom dwutlenku azotu, to rzeczywiście w momencie, gdy na przełomie marca i kwietnia spadł ruch samochodowy, mogliśmy zauważyć, że w większych miastach, takich jak Kraków czy Warszawa stężenie dwutlenku azotu również się obniżyło. Niestety teraz wszystko wróciło do „normy”, więc obserwujemy, że akurat to zanieczyszczenie ponownie osiąga poziom sprzed lockdownu. Jeżeli bierzemy pod uwagę to, z czym głównie kojarzy się nam smog, czyli pyły zawieszone, to pandemia nie miała większego wpływu, ponieważ głównym ich źródłem w Polsce jest ogrzewanie domów za pomocą kotłów i pieców na węgiel oraz drewno, czyli na paliwa stałe, a tu nic się nie zmieniło. Możemy zaobserwować jedynie spadek zanieczyszczenia w związku z zakończeniem sezonu grzewczego, ale to nie ma związku z pandemią.


Czy wśród włodarzy kwestie związane z dbaniem o jakość powietrza nie zeszły na drugi plan?


Absolutnie nie możemy sobie pozwolić na rezygnację z inwestycji w czyste powietrze. Ukazało się już sporo wstępnych naukowych doniesień oraz analiz, mówiących o tym, że zanieczyszczenie powietrza zwiększa ryzyko zachorowania, zarażenia koronawirusem lub ostrego przejścia infekcji. Tam, gdzie jest wysokie zanieczyszczenie powietrza, mamy również do czynienia z obniżoną odpornością. Nasz układ oddechowy jest wówczas w gorszym stanie, ponieważ na co dzień walczy z zanieczyszczeniem, w związku z czym łatwiej jest się zarazić koronawirusem. Istnieją też badania, pokazujące, że w tych najbardziej zanieczyszczonych obszarach występuje korelacja z ostrzejszym przechodzeniem tej infekcji. Nie możemy zatem, choćby z tego powodu, pozwolić, żeby działania antysmogowe zeszły na dalszy plan. Ze strony rządu raczej nie widać trendu wycofywania się. Zostało potwierdzone, że pieniądze, które obiecano np. na program Czyste Powietrze, w tym na wymianę starych kotłów na węgiel i drewno (a do wymiany jest ich jeszcze w Polsce jakieś 4 mln), są. Program działa, można z niego korzystać.


Na gruncie lokalnym również nie ma redukcji środków przeznaczonych na działania antysmogowe?


Tak naprawdę Kraków największe wydatki ma już za sobą. Program wymiany pieców w Krakowie właściwie się kończy – na ten moment zostało jeszcze ok. 2 tys. starych pieców, wymienionych natomiast zostało ponad 20 tys., więc tutaj raczej nie będzie mowy o cięciach. Tym, co może martwić w kontekście Krakowa, jest bardzo duża dziura budżetowa, jeśli chodzi o komunikację publiczną. W momencie, gdy wszyscy wrócimy z wakacji, dzieci pójdą do szkoły, zostaną otwarte biura i wszyscy zaczniemy się przemieszczać, może pojawić się problem. Komunikacja publiczna działa obecnie na pół gwizdka, a budżet jest bardzo skąpy, zatem sytuacja jest trudna. Jeszcze przed pandemią mieliśmy ogromne korki samochodowe i duże zanieczyszczenie pochodzące od aut, więc przy okrojonej ofercie komunikacyjnej ludzie siłą rzeczy będą wybierać własny samochód. Zanieczyszczenie powietrza to jedna kwestia, ale trudno też sobie wyobrazić na krakowskich ulicach jeszcze więcej samochodów.


Czy ruch samochodowy nie nasili się ze względu na obawy zakażenia w komunikacji publicznej?


Zapewne niektórzy nie będą chcieli korzystać z komunikacji publicznej. Jednym z rozwiązań jest upowszechnianie ruchu rowerowego. Kraków jest takim miastem, gdzie dużo rzeczy możemy załatwić w promieniu, powiedzmy 5 km i to jest jeszcze przyjemny dystans, jeśli chodzi o rower. Udostępnienie coraz większej ilości ścieżek rowerowych czy wyznaczanie tymczasowych pasów rowerowych jest jak najbardziej pożądane. Tych działań powinno być jeszcze więcej, tak, by maksymalnie dużo osób chciało przesiąść się na rower. Badania, które robiliśmy, pokazały, że największą barierą, przez którą ludzie nie chcą podróżować rowerem po mieście, jest właśnie brak poczucia bezpieczeństwa spowodowany deficytem infrastruktury rowerowej i konieczność poruszania się wśród samochodów. Jednocześnie wskazane jest, żeby było więcej połączeń komunikacji miejskiej. Powinny być też na tyle częste, by nie było tłoku w pojazdach i można było obsłużyć wszystkich pasażerów, którzy będą chcieli skorzystać z komunikacji. Tymczasem w ostatnim czasie wpływy ze sprzedaży biletów drastycznie spadły i dziura finansowa jest bardzo duża, a to właśnie w komunikację powinniśmy teraz inwestować i rozwijać ją jeszcze bardziej, by zapewnić bezpieczny i komfortowy przejazd.


Czy miasto stać na dodatkowe połączenia skoro boryka się z deficytem finansowym?


Tutaj pojawia się pytanie o priorytety inwestycyjne. Tak naprawdę Kraków jest ewenementem w Polsce, gdzie rzeczywiście do tej pory mieliśmy tak, że koszt komunikacji publicznej w 50 proc. był pokrywany z biletów. Jest to jeden z największych współczynników, jeśli chodzi o polskie miasta. Przykładowo w Warszawie jest to tylko 20 proc., a reszta jest pokrywana z budżetu miasta, bo założenie jest takie, że to nie jest system, który sam się spłaca i sam na siebie zarabia, tylko usługa publiczna opłacana z naszych podatków. Jeżeli ludzie będą bali się jeździć tramwajami i autobusami, bo będzie ich mało, będą rzadko kursowały, będzie w nich tłoczno i wszyscy przesiądą się do samochodów, to miasto stanie w korkach i nigdzie nie będziemy mogli dojechać.


Czy pandemia wpłynęła na działania prowadzone przez Krakowski Alarm Smogowy?


Jeśli chodzi o organizację, to myślę, że tak samo jak na wszystkich. Trudność bardziej polega na tym, że uwaga publiczna skupiona jest na pandemii, więc trudniej komunikować się ze społeczeństwem czy mediami na inne tematy. Pamiętajmy jednak że pandemia kiedyś minie, a jeżeli nie zostaną podjęte działania zarówno na szczeblu lokalnym, jak i centralnym, to zanieczyszczenie powietrza będzie wracać jak bumerang z każdym sezonem grzewczym. My pilnujemy, żeby wydarzyło się to, o co apelujemy. Bardzo dużo uwagi poświęciliśmy reformie programu Czyste Powietrze, który oferuje dotacje do wymiany starych kotłów. Reforma jest teraz wdrażana, a my mobilizujemy rząd w tym zakresie. Naszym zadaniem jest więc dopilnowanie tego, by władze wywiązały się ze swoich obietnic. W nadchodzącym sezonie grzewczym na pewno uważnie będziemy obserwować, co się dzieje w „obwarzanku krakowskim”, ponieważ jest on znacznym źródłem zanieczyszczeń w naszym mieście. Na pewno będziemy też prowadzić kampanię pod kątem tego, by zmobilizować włodarzy otaczających Kraków gmin do większego zaangażowania się w walkę o jakość powietrza.


Czy dofinansowania są dostateczne, by nie martwiąc się o zaplecze finansowe, podjąć się wymiany pieców?


Oczywiście jest takie ryzyko, że część osób będzie chciała ograniczyć wydatki, ale pamiętajmy, że w 2023 r. wchodzi w życie uchwała antysmogowa nakładająca na wszystkich mieszkańców Małopolski obowiązek wymiany kopciuchów. Jeśli chodzi o pomoc, to tutaj rzeczywiście bardzo naciskamy na rząd, żeby zakończył reformę programu Czyste Powietrze. Na razie mamy dotacje na poziomie 30 proc. plus ulga podatkowa, co zmniejsza koszt inwestycji o czterdzieści kilka procent. Dla osób ubogich obiecany jest podwyższony poziom dofinansowania, czyli 60 proc. dotacji, ale niestety ten komponent nie został jeszcze wdrożony. Wymaga on upoważnienia gmin do wystawiania zaświadczeń o dochodach. To musi zostać odblokowane jak najszybciej. Kolejna kwestia to włączenie do programu Czyste Powietrze banków, które oferowałyby kredyt na przeprowadzenie inwestycji. Jeśli zatem zainteresowany dostanie 30 proc. dofinansowania, to na całą resztę mógłby wówczas wziąć atrakcyjnie oprocentowany kredyt.


Jakie są koszty wymiany takiego kotła?


Zależy w co chcemy zainwestować. Kocioł gazowy kosztuje ok. 6 tys. zł, pompa ciepła ok. 20 tys. zł, kocioł automatyczny na ekogroszek czy pellet to wydatek rzędu 8-10 tys. zł.


Rozmawiała: Magdalena Hojniak