Artykuły
Sztuka emocji i kontrowersji – street art


Już w czasach prehistorycznych istniało malarstwo naścienne, z którego wywodzi się współczesna sztuka uliczna. Grafiki zamieszczane na ścianach budynków stanowią ciekawy sposób na przekazanie przesłania, zareklamowanie produktu lub dodanie oryginalnego elementu estetycznego do przestrzeni miejskiej. Jak rozwijał się street art, kto najchętniej go wykorzystuje, dlaczego nie wszyscy tolerują taką formę ukazania treści i czy Kraków ma szansę stać się stolicą sztuki ulicznej?



Sztuka współczesnej architektury ma dziś wiele kierunków. Jednym z nich jest właśnie street art – określenie to funkcjonuje od  połowy lat 80. XX wieku. Co właściwie oznacza? Naścienne portrety, kolaże i obrazkowe historie, których cechą rozpoznawalną jest tymczasowość. Rysunki i napisy utrzymują się bowiem tak długo, jak pozwolą im  na to warunki atmosferyczne, materiał, na jakim zostały wykonane, przepisy prawne określające zakres twórczej samowoli i stosunek właściciela pomalowanego budynku do powstałego rysunku. Czy do sztuki ulicznej zaliczają się zarówno murale, jak i graffiti?


Nielegalne początki street artu

W Słowniku Teorii i Metodologii Badań Kultury znajdziemy wytłumaczenie pojęcia sztuki ulicznej jako naturalnej ewolucji graffiti. Twórcy tego nurtu posługują się jednak innym kodem niż przedstawiciele street artu, którzy większą wagę przykładają do sfery estetycznej. Wynikać to może z samego faktu pochodzenia – graffiti narodziło w środowisku ulicznym, hip-hopowym i miało być wyrazem swobodnego działania, buntu, pokazania siebie w przestrzeni publicznej. W Polsce jest uznawane za nielegalne i na podstawie art.63a k. w. autor graffiti, który umieścił je na ścianie posesji bez zezwolenia właściciela, może być ścigany z orzeczeniem obowiązku zadośćuczynienia za szkody. W poważniejszych przypadkach (rysunki o charakterze obraźliwym, wulgarnym) możliwe jest uznanie graffiti za wykroczenie, a nawet przestępstwo. Natomiast mural, legalne wielkoformatowe dzieło należące do nurtu street artu, jest artystycznym przekazem dla społeczeństwa, powszechną sztuką i z graffiti łączy go jedynie fakt, że do powstania obu naściennych rysunków potrzebne są identyczne narzędzia i ten sam materiał. Dlatego pojęć tych – graffiti i muralu – nie należy używać zamiennie. Czołowy przedstawiciel sztuki ulicznej – brytyjski artysta działający pod pseudonimem Banksy sprawił, że tworzenie naściennej grafiki za pomocą różnych technik malarskich, (zaczynając od graffiti szablonowego – połączenia tekstu i obrazu w jednym) w przeciągu ostatnich kilkudziesięciu lat stało się ruchem przekazu popularnym na całym świecie.


Meksykańskie korzenie murali

Meksykanie odzyskali niepodległość w 1821 r. Dopiero od tego momentu w kraju zaczęła się rozwijać sztuka narodowa – wcześniej, poniekąd z przymusu, mieszkańcy Meksyku tworzyli zgodnie z założeniami sztuki kolonialnej. W efekcie wojny domowej trwającej w pierwszej połowie XX wieku, która miała na celu obalenie państwowego reżimu, rozpoczął się etap poszukiwania tożsamości narodowej, sztuki, stanowiącej indywidualny i wyjątkowy wyraz kultury Ameryki Łacińskiej. Sztuki niosącej oryginalny przekaz w przeciwieństwie do naśladowania twórczości rdzennych Indian. I tak pojawiła się trójka malarzy uznawanych za prekursorów muralizmu meksykańskiego  – Diego Rivera, José Clemente Orozco i David Alfaro Siqueiros. To oni stworzyli wielkie naścienne dzieła związane z ważną tematyką społeczno-polityczną. Co ciekawe, murale bardzo podkreślały znaczenie Latynosów jako rasy idealnej, co wydaje się podłożem do stwierdzenia, że pojawienie się idei komunistycznych spowodowało ekspansję muralizmu w pozostałych zakątkach świata.


Sztuka uliczna w Polsce


Wielkoformatowe i kolorowe, czarno-białe i mniejsze – murale stanowią ważny element miejskiego krajobrazu. Naścienne malowidła rozpowszechniły się w naszym kraju szczególnie w okresie komunizmu. Władza wykorzystywała je jako sposób szerzenia propagandy – promowała reżimowe idee oraz reklamowała ówczesne przedsiębiorstwa tj. Społem, PKO BP czy Pewex. Społeczeństwo dawało im na to powszechną akceptację, bo murale przynajmniej w jakimś stopniu upiększały szare kamienice. Jednak młode osoby chętnie same dopisywały na nich hasła określające co najmniej żartobliwie panującą indoktrynację. A czym sztuka uliczna jest dzisiaj? Szeregiem praktycznych działań dokonywanych w przestrzeni miejskiej – muralami, instalacjami, a nawet łączeniem proekologicznych farb z gwoździami – jest manifestem, ale też wyrazem komercjalizmu. Zdarza się, że deweloperzy likwidują stare rysunki, by w ich miejscu pojawiły się nowe, reklamowe. Naściennych obrazów w Polsce jest bardzo dużo i ciężko je zliczyć, ale w Internecie można znaleźć wiele rankingów prezentujących te najciekawsze. Za stolicę polskiego muralizmu uznaje się Łódź, w której stworzono nawet specjalną aplikację prezentującą mapę naściennych grafik oraz instalacji umieszczonych na terenie miasta – ten pomysł szczególnie podoba się turystom i stanowi ciekawą alternatywę dla standardowego podążania szlakiem lokalnych zabytków.


101 murali dla Krakowa

W stolicy Małopolski murali jest sporo, ale czasem trzeba odpowiednio wytężyć wzrok, aby je dostrzec. Umieszczone na ścianach wysokich bloków, innym razem ukryte na zapomnianych ścianach dzielnicowych kamienic. Fundacja „Świadoma Przestrzeń” stworzyła projekt, dzięki któremu swoje miejsce na krakowskich ścianach znalazło już 11 malowideł. Proces tworzenia murali zajmuje nieraz sporo czasu – od znalezienia odpowiedniej elewacji, przez uzyskanie zgody na stworzenie rysunku, aż po działania związane z umieszczeniem grafiki, które według prezesa Fundacji Świadoma Przestrzeń Marcina Nawrockiego można określić jako przysłowiową wisienkę na torcie. Ludzie w większości cieszą się z powstałych murali, z zagospodarowywania odrapanych, zapomnianych ścian – przykładem może być wykorzystanie elementu industrialnego – skrzynki rozdzielni prądu dla tramwajów, która posłużyła za brzuch robota znajdującego się przy ul. Zwierzynieckiej. To był projekt, na który nie trzeba było przeznaczać ogromnych pieniędzy – nie zawsze wielkoformatowy mural musi być najpiękniejszy. Często najlepszy przekaz dają mniejsze dzieła, bo można być w nich bardziej kreatywnym – przekonuje Marcin Nawrocki. Projekt nie skupia się tylko na działalności artystycznej, ale zwraca również uwagę na potrzebę edukowania zarówno dorosłych, jak i najmłodszych o możliwościach wykorzystywania przestrzeni miejskiej dla dobra Krakowa – w tym celu fundacja organizuje specjalne warsztaty, gdzie w przystępny sposób tłumaczy się pojęcie legalnego street artu wpisywanego w tkankę miejską. Według Marcina Nawrockiego Kraków nie ma jednak szans na zostanie stolicą muralizmu – centrum miasta jest ściśle zabudowane, w konsekwencji czego brakuje odpowiedniej przestrzeni, podobnej do tej w Łodzi.


Gdzie wandalizm, a gdzie sztuka?

W ciągu ostatnich tygodni głośno zrobiło się o akcie wandalizmu, który został dokonany na muralu Olafa Ciruta umieszczonym na Rondzie Mogilskim. Choć doprowadzenie grafiki do jej pierwotnego stanu może nie był łatwe, to Olaf Cirut ma już plan na jej naprawę, nawet z wykorzystaniem napisu „Streets of hate” zamieszczonego przez wandala. Marcin Nawrocki podkreśla, że problemem miasta są właśnie „nielegalni malarze”, którzy zamieszczają bezmyślne napisy i rysunki nie tylko na już powstałych muralach, ale również na pustych ścianach – to nakręca spiralę społecznego braku sympatii dla udostępnienia elewacji budynku na legalny artyzm. Każdy z tych artystów chciałby być Banksym, chciałby zrobić coś nielegalnie, bo skoro on potrafi, to czemu nie ja? A w praktyce nie jest to ani ładne, ani akceptowalne – dodaje prezes. Należy pamiętać, że uznanie czegoś za sztukę jest indywidualną kwestią każdego człowieka, co stanowczo podkreśla Cedar Lewisohn w swojej książce „Street art. The graffiti revolution”, zwracając się bezpośrednio do czytelnika: Na koniec to do ciebie jako widza należy decyzja, co jest sztuką, a co nie, co jest interesujące, a co nie. Jednak zanim podejmiesz decyzję, najpierw naucz się patrzeć. I my uczmy się patrzeć na krakowskie murale. Może zobaczymy to, czego inni nie widzą?


Maria Gil